Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
303 posty 0 komentarzy

Blog Aleksandra Gudzowatego

Aleksander Gudzowaty - Blog archiwalny, Aleksander Gudzowaty zmarł 14 lutego 2013 w Warszawie Urodził się 22 września 1938 roku w Łodzi w Polsce. Studia ekonomiczne ukończył na Wydziale Handlu Zagranicznego Uniwersytetu Łódzkiego z tytułem magistra ekonomii. Dział

Moje miasto Łódź

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W mojej młodości, w rodzinnym mieście Łodzi atmosferę miasta tworzyły rodziny robotnicze. Przędzalnie, tkalnie, czy szwalnie wypuszczały każdego ranka tłumy zmęczonych kobiet, które po nocnej zmianie wracały do domów.

Na ich miejsce pojawiała się ranna zmiana. Podobnie zmęczona. Kobiety łódzkie dźwigały na sobie ciężar pracy i obowiązków domowych. Łódź była miastem typowo robotniczym. Mężczyźni także mieli swoje zajęcia, choć już nie tak uciążliwe. Nie dotyczyły ich w większości prace domowe.

            Zauważalny był wielki szacunek do pracy. To rezultat wychowania jeszcze przedwojennego.
            Pamiętam jak dzisiaj, mój sąsiad robotnik zawsze rano ubierał się starannie i czyściutki szedł do pracy. Wyczuwało się jego dumę i godność.
            Po jakimś czasie dawało się zauważyć ślady korozji w obyczajach i cwaniactwo. Utrwalało się pojęcie bumelanctwa. To ci wszyscy, którzy unikali pracy.
            Sprzyjała temu ówczesna propaganda. Prymitywna i prościutka. Puste hasła i slogany wypełniały medialną przestrzeń. Ludzie wiedzieli, że to wszystko, co mówiono i pisano to była lipa, bujda „na resorach”, bądź kłamstwo.
            Uczyliśmy się wszyscy gry pozorów. Też kłamaliśmy, bujaliśmy, pozorowali coś, czego nigdy nie było. A jakże. Władza tak, to my tak samo!
            Do praktyki codziennej wprowadzono tak zwane „awanse społeczne”. Od awansowanych nie wymagało się wiedzy, czy talentu, właściwie niczego. Wystarczyło, że uznano go za „swojego”. „Swój chłop”, „swój towarzysz” otwierało drzwi do wielu awansów.
            Takim „szczęśliwcom” powierzono najtrudniejsze zadania.
            Trzeba przyznać, że PZPR podtrzymywała ich skuteczność, wzmacniała egzekwowanie przez nich dyscypliny u swoich podwładnych. Takim to nikt nie podskoczył. Były to narodziny „zamordyzmu”.
            Trzeba przyznać, że dużo z tamtych doświadczeń przedostało się do naszych dzisiejszych czasów.
Mimo to byliśmy na swój sposób szczęśliwi. Miasto tętniło życiem. Wąskie ulice, szare domy, stare „jak świat” tramwaje. To wszystko pulsowało, odradzało się. Tramwaje jak zawsze zatłoczone. W otwartych drzwiach wisieli ledwo przyczepieni pasażerowie. To tramwajowe „winogrona”.
            Odjazd tramwaju z przystanku obwieszczały dźwięki dzwoneczków uruchamianych przez pociąganie rzemienia skórzanego, mocowanego wzdłuż całego wagonu nad głowami pasażerów. To dawało okazję do zabawy młodzieńcom, którzy ni stąd ni zowąd uruchamiali dzwoneczki. Dzwonek motorniczego znajdował się tuż pod jego butem, uruchamiał go rytmicznie uderzając nogą o podłogę.
            Najwięcej jednak uśmiechu wywoływały napisy informacyjne, bądź „wychowawcze” umieszczone na białych emaliowanych tabliczkach, starannie przykręconych w widocznym miejscu.
Pamiętam, że jeden z takich napisów zakazywał „plucia na podłogę”, inny zabraniał wychylania się, a jeszcze inny wskazywał miejsce dozwolone dla palaczy, jakim był pomost tramwajowy.
            Tak nas edukowano. Dyspozycje na emaliowanych tabliczkach mogły wskazywać na brak dobrych obyczajów.
            Za to w innej dziedzinie osiągaliśmy sukcesy. Byliśmy wówczas wszyscy bardzo szarmanccy, zwłaszcza wobec kobiet, starych ludzi i chorych. Wszyscy zawsze gremialnie ustępowali siedzące miejsca kobietom i pasażerom starszym od siebie.
            Jak pasażerowie zauważyli, że ktoś młody zapatrzony jest w okno i udaje, że nie widzi stojącej obok kobiety, to zaraz cały tramwaj zaczął chrząkać, karcąc w ten sposób „zamyślonego” egoistę. To zawsze skutkowało.
            Dzisiaj, jak się okazuje, nie doświadczy się już takiej kurtuazji.
            Może tramwaje nie są tak przeładowane jak kiedyś, może jeżdżą szybciej, zauważalnie skracając podróż. Nie wiem. Z kurtuazją w tamtym znaczeniu spotykamy się jednak rzadziej.
            Trudno jest mi wymazać z pamięci jeden wzruszający obraz.
            Było to miasto biednych ludzi. Jak przychodziły święta, to w każdej rodzinie starano się przygotować coś smacznego.
            W moim rejonie miasta do przysmaków takich zaliczyć można było ciasta drożdżowe. Ugniatane w domu, po tym, jak odpowiednio urosły za sprawą drożdży, przekładane były do dużych brytfanien.
Następnie kobiety, na głowie okrytej chustą, umieszczały owe brytfanny i niosły je do piekarni, w tym moim przypadku, na ulicy Grabowej.
Odnosiły gotowe ciasta już wypieczone i pachnące dokładnie w ten sam sposób.
            Cała ulica Grabowa pachniała tymi drożdżowymi wypiekami.
            Ustawialiśmy się pod wiatr i wdychaliśmy cudowny zapach świąt. Do dzisiaj, jak widzę ciasto drożdżowe, to je wącham i podkradam kruszonkę. Palce lizać.
            Nie mam pojęcia skąd przyszła do mnie ochota na takie wspomnienie, przecież to zaledwie fragmencik życia miasta. A jednak, pióro samo kreśliło słowa. Widać to jakieś dalekie moje skojarzenia.
            Dzisiaj Łódź staje się bardziej wielkomiejska, choć zauważalna jest w niej stagnacja, słaby rozwój etc., etc.
            W tym przypadku „słodki” kapitalizm jej nie pomógł. Mam jednak nadzieję, że to kochane miasto da jeszcze znać o sobie i zatętni prawdziwym życiem.
                                                                                          
 Aleksander Gudzowaty

KOMENTARZE

  • Do łodzianina:
    Szanowny Panie Gudzowaty, co to kogo obchodzi w kraju rządzonym przez antypolskich niedouków z własnego wyboru - fałszywych profesorów, fałszywych magistrów, kolaborujących z Niemcami w wynaradawianiu Polaków - w zakazach języka Polskiego Polakom w Niemczech?
  • auuuuuuuuuuuuu
    Moje miasto Łódź...jak zapodaje autor tego bloga .
    Łojjjjjj malutka uwaga /zapytanie , dlaczego to miasto jako swoich przedstawicieli wybrało niejakiego Stefana N. - PSYCHOPATA , Leszka M. - ZUŻYTEGO LOWELASA MINIONEJ EPOKI albo Krzysia K.- CIEPŁY BRACISZEK (dla którego brakło nawet miejsca w partii "miłości"?)
    Eeeeeeeeeeeeeee to takie wołanie na puszczy !

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031